Poszukiwania samochodu – część 5 – „Zakup od dziadka”

Od momentu, gdy VW Polo trafił w ręce moich rodziców, zostałem kompletnie pozbawiony samochodu. Taki stan rzeczy nie mógł utrzymać się długo, ponieważ po pierwsze – potrzebuję auta do poruszania się, po drugie – potrzebuję jakiejś odskoczni w postaci rezania w garażu, po trzecie – chciałem w końcu stać się posiadaczem jakiegoś przyzwoitego freshtimera. Traf chciał, że przeglądając ogłoszenia na olx.pl znalazłem samochód, o którym nigdy nawet nie myślałem w kategorii „chcę go mieć”. Przy bliższym poznaniu okazało się jednak, że zarówno maszyna, jak i sama transakcja jest jednym z bardziej zaskakujących doświadczeń motoryzacyjnych w moim krótkim życiu. Zatem, do rzeczy.

„Volkswagen Passat, który nigdy nie zawiódł” – tak zatytułowany był anons na portalu ogłoszeniowym. Nie żadne: „okazja”, „zobacz”, „jedyny taki”, „unikat”, „stan kolekcjonerski”. Zwyczajne zdanie, które przykuło moją uwagę. Dalej było tylko lepiej – rzeczowo wyszczególnione wyposażenie (które okazało się być lepsze niż wnikało to z treści), bez cukrowania w kwestii stanu i niepotrzebnych informacji. Do kiedy przegląd, do kiedy ubezpieczenie, auto godne polecenia, bo po prostu sprawne. Samochód pojawił się w piątek wieczorem, w sobotę go już obserwowałem, byłem pewny, że w niedzielę go już nie będzie, a tu miła niespodzianka. Odświeżam ofertę w poniedziałek – nadal aktualna. Fundusze pokrętnymi sposobami znalezione, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby kupić Paska.

Miałem tylko jedną chwilę zawahania. Czy na pewno ja chcę taki samochód? Ani to wybitny youngtimer, w zasadzie to popularny Passat jakich wiele,  nic szczególnego. Tyle dobrego, że nie kombi, których jeszcze sporo lata po budowach, a sedan. Tych było zdecydowanie mniej. A jednak na zlotach klasyków będzie jeszcze głupio wyglądał, na tuningowych imprezach też, bo zostanie w oryginalnym stanie. Mimo tych wątpliwości, coś wewnątrz mnie mówiło, że to dobry wybór. Byłem pewien obaw, co usłyszę przez telefon. Czy nie czeka mnie kolejne rozczarowanie. Jak do tej pory, nigdy obraz samochodu, który zastałem podczas oględzin nie pokrywał się z tym opisywanym przez właścicieli w czasie rozmów telefonicznych. Niemniej zdecydowałem się zadzwonić. I tu… Pierwsze zaskoczenie, bo telefon odebrała uprzejma Pani. Sympatycznie opowiedziała historię Volkswagena i poinformowała, gdzie samochód stacjonuje na co dzień. Zapytałem, czy zanim umówimy się na jazdę, mogę obejrzeć samochód we własnym zakresie. Pani nie miała nic przeciwko, podała mi adres i po chwili uzbrojony w czujnik lakieru pojechałem oglądać Passata.

Samochód stał na ogólnodostępnym parkingu w Koszalinie. Musiałem bardzo śmiesznie wyglądać, jak badałem lakier 24-letniego samochodu z dużą karteczką „Sprzedam” na obu tylnych szybach. Podeszło do mnie nawet dwóch Panów zapytać co tak sprawdzam, a gdy odpowiedziałem, to sami z zainteresowaniem obejrzeli samochód i stwierdzili:

Panie, bierz pan go. Dobrze jeszcze wygląda!

Dokładnie to samo pomyślałem. Dobrze wyglądasz Passacie. Lakier oryginalny na całym aucie, za wyjątkiem przedniego błotnika. Trzy rdzewki, ale do ogarnięcia. Przerysowany przedni zderzak przykręcony na wkręt – znam te patenty od czasu jazdy na glebie moją byłą A6, więc nie odstraszyło mnie to jakoś szczególnie. Poczułem, że ten samochód ma w sobie to coś. Jego wygląd wskazywał, że ktoś po prostu o niego dbał, choć nie traktował jako ołtarzyka, do którego trzeba się modlić. Po raz kolejny zadzwoniłem do właścicielki.

K: Na którą godzinę możemy umówić jazdę próbną?

W: Chwilę po 18:00.

Rewelacja. Do końca dnia w pracy myślałem tylko o jednym – jak jeździ ten samochód. Czy nie rozczaruje się, gdy odpalę silnik, zajrzę pod maskę, przejadę się po dziurach. Na szczęście, nic takiego nie miało miejsca. Gdy spotkałem się z Właścicielką i otworzyłem drzwi, stan tapicerki wprawił mnie w osłupienie. Żadnych przetarć, żadnych połamanych plastików, brak zapachu papierosów. Gruby, przyjemny w dotyku welur. Po prostu Biały Kruk. Odpaliłem silnik i kolejny pozytyw. Trzyma równo obroty, nic z niego nie cieknie, pod maską suchutko. Udokumentowana wymiana oleju i rozrządu rok wcześniej. Roczne opony na felgach z oryginalnymi dekielkami. Świetnie!

Nabrałem ochoty na przejażdżkę. Usiadłem w wygodnym fotelu, który okazał się wariantem komfortowym dostępnym jako opcja w salonie, pozwalającym na regulację oparcia i siedziska na kilka sposobów, z podparciem pod uda i lędźwie włącznie. Chwila zabawy z dostosowaniem wszystkiego pod siebie i wyruszyłem w krótką trasę. Sprzęgło spisywało się jako nowe, za sprawą wymienionego wysprzęglika. Pompa wspomagania nie wyje, samochód bardzo dobrze się prowadzi – żadnych nadmiernych stuków, czy pływania po całej szosie.

Proszę, tutaj jest parę rachunków za wymiany części z ostatnich miesięcy. Tata starał się na bieżąco wszystko naprawiać.

Aż zaniemówiłem, gdy zobaczyłem paragon za nowe amortyzatory Monroe. To dzięki nim Passat tak pewnie wybiera nierówności i z gracją pokonuje zakręty. Dwadzieścia cztery wiosny, a mimo to auto jeździ niemal jak nowe! Kilka kilometrów dalej byłem już pewien, że muszę mieć ten samochód. Jak postanowiłem, tak zrobiłem – po krótkich negocjacjach, w zasadzie jak na moje standardy to zadziwiająco symbolicznych, sporządziliśmy umowę i do domu wróciłem już nowym nabytkiem.

W tytule napisałem „Zakup od dziadka”. Dlaczego? Ponieważ VW należał przez ostatnie 5 lat do Pana grubo po 60 roku życia, który odkupił go od wcześniejszego posiadacza z podobnego sobie rocznika. Dwóch właścicieli w Polsce od 2005 roku. Dwóch dobrych właścicieli. Ponoć w samochodach używanych największą wadą większości egzemplarzy jest poprzedni użytkownik. Mnie się udało przełamać tą regułę. Sprawdziłem w serwisie – do 169000km w 2004 roku auto było regularnie serwisowane w ASO VW w Niemczech. A potem trafiło w ręce wspomnianych wyżej osób. Obecnie ma na liczniku 211000km i z pełną odpowiedzialnością jestem w stanie podpisać się pod tą wartością.

Niebawem przygotuję solidny wpis na temat tego autka – z kompletem zdjęć i pełną specyfikacją. Dziś jeszcze pod wpływem pozytywnych emocji związanych z zakupem chciałem się po prostu podzielić z Wami moim dobrym nastrojem i zachęcić do chwalenia się Waszymi pojazdami – czy to w komentarzach na facebooku, czy pod wpisem na stronie. Cieszcie się wraz ze mną!

Dodaj komentarz