Jak zostałem właścicielem Cygara…

Ci, którzy śledzą mój fanpage wiedza już od dawna, że posiadam przedliftową Setkę. Nie było do tej pory okazji zebrać się i napisać, jak to się stało, że kupiłem ten wóz i w jakich okolicznościach natury miała miejsce ta transakcja. Nie było aż do dzisiaj…

Po sprzedaży swojego Passata postanowiłem nie szukać niczego na siłę. Chciałem w końcu kupić auto, które będzie spełniało wszystkie moje wymagania, w tym to najważniejsze – miało dawać mi radość z jazdy oraz z samego posiadania. Tak postawione kryteria eliminowały sporą część aut dostępnych na rynku. Na dodatek wymyśliłem sobie, że przecież zawsze chciałem mieć rasowego youngtimera, więc poszukiwania zawęziłem do pojazdów wyprodukowanych przed 1991 rokiem. Na placu boju zostały szwedzkie wehikuły, czyli SAAB i Volvo oraz marka, od której zaczęła się moja przygoda z motoryzacją – Audi.

Traf chciał, że przeglądając ogłoszenia wyszukałem dwie potencjalne kandydatki na zajęcie miejsca w moim garażu – Audi 100 C3 typ 44 w wersji przedliftowej, na tak zwanej „starej klamce” – obie były w bardzo ładnym stanie (przynajmniej według zdjęć), podobnej konfiguracji napędowej, a także zbliżone cenowo. Nawet znajdowały się w odległości 100km do siebie… Problemem było jedynie zorganizowanie wyjazdu. I wcale nie chodziło o brak czasu. Nauczony doświadczeniem i zniechęcony stanem wielu wcześniej oglądanych przeze mnie aut byłem nastawiony bardzo sceptycznie do zapewnień sprzedających o świetnej kondycji pojazdów. Nigdy nie zaznałem pozytywnego zaskoczenia przy oględzinach, więc nie miałem podstaw by tym razem spodziewać się czegoś innego. Szczególnie, że mówimy tutaj o 30-letnich gablotach.

Audi 100 C3 typ 44

Postanowiłem jednak, że skuszę się i obejrzę egzemplarz, który stał w bliższej lokalizacji. Na dwie godziny przed wyjazdem zadzwoniłem do właściciela z zapowiedzią swojej wizyty. Ze stanem podgorączkowym wpakowałem się do Octavii Ojca i pognałem z Koszalina do Czarnego, by zabrać Tatę ze sobą. Był potrzebny jako drugi kierowca i doradca, żebym studził swoje ewentualne emocje. Po 30 minutach byliśmy już w wiosce pod Jastrowiem, gdzie na jednej z posesji czekało Cygaro.

Zaparkowane obok legendarnej Audi V8 wyglądała naprawdę przyjemnie. Konfiguracja kolorystyczna wnętrza i lakieru zrobiła na mnie piorunujące wrażenia od samego początku. Przyznam, że nigdy wcześniej nie widziałem takiego zestawienia na żywo. Inspekcja nadwozia wykazała, że samochód musiał należeć wcześniej do osób, które wiedziały co to znaczy dbać o wóz. Technicznie znalazłem kilka uchybień, które pozwoliły stargować cenę. Krótka jazda testowa i wiedziałem już, że wrócę tym autem do Koszalina. Pozostała jeszcze kwestia finansowa – jechałem po tą Audicę tak podświadomie negatywnie nastawiony, że wprawdzie zabrałem ze sobą umowę kupna/sprzedaży, ale pieniędzy z konta nie podejmowałem.

Audi 100 C3 typ 44

Skończyło się na tym, że musiałem nadrabiać łącznie 30 kilometrów żeby odwiedzić najbliższy bankomat i zaopatrzyć się w stosowny plik pieniędzy. Przy podpisywaniu umowy właściciel przekazał mi komplet dokumentacji serwisowej, która wprawiła mnie w osłupienie. Pierwszy raz widziałem w tak starym samochodzie książkę serwisową, kopie zleceń serwisowych, wydruki z badań technicznych, faktury z ASO, instrukcję do oryginalnego radia czy wizytówkę handlowca sprzedającego ten samochód w salonie! Ci, którzy widzieli te dokumenty twierdzą, że są one bardziej zabytkowe od samego auta.

À propos zabytków. Obecnie samochód zarejestrowany jest na żółte tablice. Dlaczego zdecydowałem się na ten krok i co właściwie dają te blachy – o tym w osobnym wpisie.

Powrót tym samochodem do domu był dla mnie prawdziwą frajdą. Automatyczna skrzynia biegów sprawnie przerzucała swoje trzy biegi, a silnik ospale napędzał całą limuzynę. W kabinie unosił się zapach starych tworzyw i plastików, który jest absolutnie unikatowy dla tej marki. Całość tworzyła wspaniały klimat. Klimat, który w starych samochodach uwielbiam.

Dodaj komentarz